czwartek, 6 czerwca 2019

Wasze historie

Dziś był niezwykły dzień... dzień pełen niezwykłych historii... czasami myślę sobie, że moja praca nie polega tylko na fotografowaniu... polega na słuchaniu, zrozumieniu, wsparciu... czasami słucham i mam łzy w oczach, czasami na policzkach.... czasami historia zostaje ze mną na krócej czasami na dłużej... te zdjęcia które powstają na sesji, to nie tylko zdjęcia to także uwolnienie Was od tego co boli, co gdzieś tkwi jak zadra... wyrzucacie z siebie, a ja jestem, słucham, słucham i robię zdjęcia... i słucham,,,

Dziś usłyszałam historię pięknej dziewczyny oszukiwanej przez faceta, który prowadził podwójne życie... a może potrójne... przepięknej i mądrej dziewczyny, która była tą trzecią... bo była narzeczona i była ona, która o narzeczonej nie wiedziała... a potem nie wiedziała, że nie była tylko ona i nie tylko narzeczona.... 

Wróciłam do domu, pomyślałam że skoszę trawnik bo zbierało się na burzę... w głowie cały czas miałam historię z porannej sesji... potrzebowałam pobyć sama ze sobą i trawnikiem ...

Zanim podłączyłam kosiarkę do zasilania, odczytałam wiadomość, która wpadła do mojej skrzynki chwilę wcześniej... kilka zdań, kilkanaście zdań... od dziewczyny, która była tą trzecią, i która dowiedziała się o tym przeglądając moje zdjęcia ... Zdjęcia, które zmieniły jej życie... Dwie bliźniacze historie tego samego dnia... aż niesamowite.

Tak to się dzieje, że nie jestem tylko Waszym fotografem... ale jestem osobą,  której zostawiacie kawałek siebie...zostawiacie mi kawałek Waszej historii  i bardzo Wam dziękuję że jesteście ... Dziękuję, za każdą łzę, uśmiech, za każdą przegadaną godzinę, za emocje... Mam głęboką nadzieję, że pomagam Wam słuchając.... i że te zdjęcia to nie tylko pusta fotografia, ale terapia która pomaga Wam spojrzeć na siebie łaskawiej i załatać te dziury w duszy, które powstają kiedy ktoś Was skrzywdzi.... 

Dziękuję za Was



piątek, 22 marca 2019

Mieć studio czy nie mieć studia

Jak co roku dzień moich urodzin to jakiś przełom.... 28 lutego, odeszłam z pracy w korporacji, 28 lutego złożyłam pozew rozwodowy... 28 lutego mój dom przestał być moim studiem... 28 luty to dla mnie wyjątkowy dzień, bo dla mnie nowy rok nie zaczyna się 1 stycznia, dla mnie nowy rok zaczyna się 28 lutego... kończy się stary i zaczyna nowy...

W tym roku 28 luty przyniósł mi nowe miejsce do fotografowania. Dziś jeśli umawiacie się do mnie na zdjęcia, podaję nowy adres.... już nie biegam z odkurzaczem w ostatniej chwili, nie składam rozstawionego prania na suszarce, nie zbieram w pośpiechu porozkładanych wszędzie rzeczy dzieciaków.... i nie zamykam psa w łazience.... Teraz robię makijaż, ubieram się całkiem do ludzi i wychodzę do pracy... po drodze kupuję coś w sklepie na drugie śniadanie, wpadam wysłać paczki in postem, po drodze dzwonię w kilka miejsc ... i jadę do mojego studia...

To niezwykłe miejsce... tworzymy je wspólnie... mamy miejsce, gdzie na piętrze można zrobić rzęsy u Ani, paznokcie u Sylwii, gdzie pięknie do sesji umaluje i uczesze Kama... miejsce gdzie króluje śmiech, zapach kawy, płomień zapalonych świec i widok świeżych kwiatów w wazonach...
Odnalazłam tu swoje królestwo.... to tu teraz powstają moje najukochańsze sesje kobiece.... to tu teraz słucham Waszych historii, to tu rozumiem, szanuję i daję Wam pełną uwagę... i zamykam Wasze piękno w kadrach... Powierzchnia Robocza, moje studio to jej część...

Warto marzyć.. warto marzenia realizować... warto iść zaplanowaną drogą, do przodu, z radością i uśmiechem... i dziękuję mojemu ex mężowi, za to że kiedyś, kiedy będąc na wychowawczym zamarzyłam o lustrzance, po prostu mi ją kupił. Być może gdyby nie ta jedna mała rzecz, nigdy nie odkryłabym tego co mam w duszy... i nigdy nie usłyszałabym od nikogo - zdjęcia które mi zrobiłaś, zmieniły całkowicie moje życie.



czwartek, 21 lutego 2019

Zgoda i brak zgody

Zawsze pytam o zgodę, nie zawsze ją otrzymuję.
Szanuję bardzo kiedy nie otrzymam zgody. Nie pytam o powody, choć czasem sami mi o nich piszecie. Każdy z nas jest inny, każdym kieruje coś innego.

Dlaczego dla mnie ważne jest móc pokazać to co robię?
Może dlatego, że jestem dumna z każdego zdjęcia które wychodzi z mojego warsztatu :)
Może dlatego, że uważam że warto je pokazać, by inne kobiety zobaczyły że one też mogą pięknie wyglądać na zdjęciach.
Może dlatego, że ta sukienka tak pięknie zagrała z kolorem oczu, że zapiera dech w piersiach.
Może dlatego, że pokazując mogę dalej robić to co robię. Jeśli przestanę publikować zdjęcia, okaże się że przestanę mieć klientów bo nie będzie mnie widać w sieci... no tak to teraz zbudowany jest ten świat - nie ma mnie na instagramie, na fejsbuku = nie istnieję.

Proszę o zgodę na publikację choć kilku zdjęć, dwóch, trzech... to nie musi być cała sesja... to może być ujęcie na którym nie widać buzi, to może być ujęcie detalu z którego nikt Was nie rozpozna... to może być portret a zdjęcia bardziej intymne zostaną tylko Wasze....

Właściwie zawsze zgodę otrzymuję. Z uśmiechem i zrozumieniem, że to dla mnie ważne.

Jednak świetnie rozumiem, gdy zgody nie otrzymam... i właściwie każdy ma swój powód :)
Ale ostatnio miała sytuację której nie zrozumiem, właściwie nawet nie próbuję...
Dwa razy czytałam tę wiadomość, zanim do mnie dotarło co czytam... potem jeszcze ze dwa... ale to dlatego, że jechałam akurat autem i czytałam na czerwonym świetle...

- Asiu, otrzymałam zdjęcia, ale te w formie elektronicznej wszystkie mają Twoje nazwisko, a jakbym chciała opublikować i gdzieś je zamieścić, to wszyscy będą wiedzieli gdzie te zdjęcia robiłam, a nie chciałabym by tak było.... czy to standard?

- Duże pliki nie mają nazwiska. Małe pliki te do umieszczania w sieci mają znak wodny, są podpisane. Taki standard.

- A ok.

Czyli nie, że nie chce umieszczać w sieci zdjęć ze względu na pracę. Nie chce by ktoś wiedział, że robiłam zdjęcia u Ciebie...


Eeeeee.... no ok. Świat nie przestanie mnie zadziwiać. I tak pozytywnie i tak nie całkiem.

Dobrego weekendu.






sobota, 9 lutego 2019

Prezent na 18 urodziny

Tak naprawdę każdy z nas lubi dostawać prezenty...
Tak naprawdę ja oprócz otrzymywania uwielbiam dawać prezenty...

Czy sesja zdjęciowa może być prezentem? Kiedy taka sesja zdjęciowa jest dobrym prezentem? Dlaczego czasami prezenty bywają nieudane?

Zastanwialiście się zapewne nie raz, jaki prezent kupić żonie... córce... siostrze... przyjaciółce.
Jeśli zdecydujecie się na zakup sesji zdjęciowej na prezent, dobrze słuchajcie czy obdarowywana osoba chce taki właśnie prezent dostać... Jeśli chcecie by była to niespodzianka, podpytajcie przyjaciółki żony czy o takiej sesji marzy... słuchajcie i miejcie uszy i oczy szeroko otwarte.

Bo nie ma nic gorszego niż nieudany prezent, niż niespodzianka która nie sprawia radości a panikę i rozczarowanie.
Bo nie ma nic gorszego dla fotografa niż robienie zdjęć osobie która wcale nie chce tych zdjęć robić... która już na wstępniej rozmowie jest nastawiona cała na nie i najchętniej tę swoją prezentową sesję wymieniłaby nawet na 4 worki karmy dla kota...

Mam na koncie kilka takich sesji...
Mam na koncie sesje które wyszły pięknie, bo udało mi się daną kobietę przekonać że damy radę stworzyć coś wyjątkowego...

Ale było też tak...

"dzień dobry, otrzymałam sesję w prezencie, kobiecą, ale ja tak nie lubię się na zdjęciach, czy mogłabym tę kobiecą sesję zamienić na rodzinną"

"dzień dobry, miałam schudnąć do sesji, bo dostałam ją w prezencie pół roku temu, ale mi się nie udało... przesuńmy jeszcze o 3 miesiące termin vouchera... albo nie, w sumie to pewnie i tak nie dam rady schudnąć... lepiej się czułam te kilkanaście kilo temu... odchudzisz mnie w photoshopie?... no dobra i tak się nie lubię na zdjęciach, a teraz jestem jeszcze gruba"

"dziękuję za zdjęcia i sesję, ale nie ma w nich nic spektakularnego"... zdjęcia od dwóch lat są u mnie na dysku nie wybrane, bo nie ma w nich nic spektakularnego... ech...

To jest dla mnie bardzo trudne... wkładam w to co robię całe serce i naprawdę oprócz tego, że dostaję za to wynagrodzenie, zadowolenie i radość jaką niosę zdjęciami jest dla mnie bardzo ważna. Nietrafiony prezent to nie tylko rozczarowanie w momencie kiedy przekazujecie voucher. To rozczarowanie trafia rykoszetem również we mnie. Nie chcę nikogo na siłę uszczęśliwiać zdjęciami. Dlatego zawsze jak odbieram telefon i słyszę że sesja ma być prezentem, zawsze pytam, czy osoba która prezent dostanie, o takim prezencie właśnie marzy... żeby nie było rozczarowania, dla wszystkich.


I miałam o czym innym dziś napisać... o tym, że każda kobieta powinna mieć w swoim życiu sesję zdjęciową, która pokaże jej że jest piękna ... i że ma tę moc, która przeniesie góry, że da radę sobie ze wszystkim...

No to o tym następnym razem.

Na zdjęciu Sandra, która otrzymała swój prezent od mamy na 18 urodziny. Prezent przedyskutowany, omówiony i przemyślany. W jego efekcie powstały zdjęcia, które zawisną na ścianach... a do mnie trafiają słowa "o matko ile emocji... zdjęcia super... będę panią polecała innym... to był dla nas wyjątkowy dzień"

Zbliżają się Walentynki i Dzień Kobiet, świetna okazja do obdarowania najbliższej kobiety prezentem w postaci sesji zdjęciowej. Samych trafionych w 10 prezentów dla Wszystkich Was.


poniedziałek, 31 grudnia 2018

Święta i czas odpoczynku

I po przedświątecznej gonitwie zapada cisza.... przestaje dzwonić telefon, przestają napływać wiadomości, jest cisza... lubię ten przedświąteczny czas, kiedy nie mam czasu na sen, kiedy do późnych godzin wieczornych zawożę zdjęcia klientom, by mogli je dostać przed Świętami... lubię to moje nerwowe jeżdżenie do labu z trwogą, czy zdążą wywołać zdjęcia ... lubię to wszystko...

Ale lubię też ten czas, kiedy przestaję czuć presję czasu... kiedy mogę wreszcie upiec makowce, ulepić pierogi, kupić choinkę i ozdobić ją lampkami... lubię ten czas pakowania prezentów i układania ich pod choinką, czas łamania się opłatkiem i rozmów przy stole z najbliższymi...

A kiedy Święta już miną... lubię ten czas ciszy i odpoczynku, czas kiedy mam chwilę dla siebie... na to by poczytać książkę, tak... tę którą sama sobie położyłam pod choinką co wzbudziło zdziwienie dzieci "mamo, sama sobie kupiłaś prezenty"... no przecież fajnie jest kupować prezenty i je dostawać, to czemu miałabym sobie tego odmawiać :) ... czas na zapadnięcie się pod kocem w ulubionym fotelu, czas na wino i psią głowę na kolanach...

I jeszcze nie myślę, o tym jaki będzie kolejny rok... jeszcze rozkoszuję się tym który właśnie mija... miłością którą mi przyniósł i nadal niesie, dziećmi które czasami wołają na mnie "jędza" kiedy proszę by posprzątali pokoje, ale jednak częściej wyznającymi "jesteś najlepszą mamą na świecie", relacjami z mamą, bratem i byłym mężem... rozkoszuję się tymi relacjami z klientkami, które udało mi się zbudować... powstało tyle cudownych sesji, tyle pięknych zdjęć, tyle wspomnień zostało zatrzymanych w kadrze... tyle otartych łez, tyle nieśmiałych zwierzeń... tak wiele historii które zostało opowiedzianych ...

I nie myślę jeszcze o kolejnym roku, na razie przeglądam zdjęcia które zostały zrobione i jestem dumna... dumna z siebie i dumna z Was... bo pięknie wyszło... sesje kobiece, to mój konik, największa pasja, najcudowniejszy element mojej fotografii... czas który spędzamy razem na sesji, daje efekt końcowy w postaci pięknych zdjęć Was samych...
a zdjęcia ślubne... to emocje i niezwykła miłość zamknięta w kadrach...
komunie, chrzty, sesje rodzinne, przedszkolne, portretowe...

Dziękuję za każdą sesję, za każde zdjęcie, za każdy dzień z Wami... Dziękuję że jesteście :)



środa, 5 grudnia 2018

Fotografia Przedszkolna

Mam swoje ukochane Przedszkole i Żłobki, z którymi współpracuję już kilka lat... robię tam moje najulubieńsze sesje plenerowe... wiosenne i jesienne... wśród zielonej trawy, z kolorową lemoniadą, wśród jesiennych kolorowych liści... z dyniami, z jabłkami...

I od czasu do czasu zgłasza się do mnie przedszkole, by zrobić im sesję świąteczną... w świątecznej stylizacji, na sztucznym tle, w zaciszu przedszkolnej salki, z choinką i kilkoma świątecznymi gadżetami.

Zgłasza się to przedszkole w ostatniej chwili... bo tak im zależy, by zmienić dotychczasowego fotografa, bo do tej pory te zdjęcia były takie beznadziejne, bo czas ruszyć Pana który przyjeżdża od lat i robi zdjęcia jak z lat 80tych poprzedniego stulecia...

Mimo, że to nie jest moja ulubiona przedszkolna fotografia, bo co wspólnego ma sztucznie zaaranżowana scenka z żywym dzieckiem... to zgadzam się, bo kocham pracować z dziećmi, bo chcę by zmienić te fatalne zdjęcia na fajne, gdzie dziecko nie ma przylepionego uśmiechu nr 5... wyuczonego na zawołanie "uśmiechnij się" do babcinego aparatu wbudowanego w telefon.

Jadę do przedszkola... wypakowuję na 5 razy całą scenkę z bagażnika i tylnych siedzeń mojego auta... tacham choinkę, tło, statywy i lampy, skrzyneczki, lampiony, futerka i mikołajowe czapki i myślę sobie, przydało by sie kombi nie sedan.... i ustawiam tło i scenkę, sprawdzam ustawienia lamp, ustawienia aparatu... i myślę, jak to będzie... mam 2,5 godziny na sfotografowanie 70 dzieci... średnio 2 minuty na dziecko...

Przychodzi pierwsza grupa 3 latków... siedzą ode mnie całą grupą w pewnej odległości, za plecami... 22 dzieci. Te dzieci, które są bardziej nieśmiałe mają czas by popatrzeć na to jak to się wszystko odbywa... te które są bardziej śmiałe, są bliżej mnie i mnie zagadują zza pleców...
I podchodzi pierwsza dziewczynka, siada na skrzyneczce... a ja naprzeciwko niej... na czworaka... po turecku... jak kolwiek, aby być na wysokości jej oczu... i pytam o imię, o to czy ma brata czy siostrę, jakie lubi lody, kto jej uczesał takie piękne warkoczyki... i pytam o prezenty do Mikołaja, o to co chciałaby dostać, czy już napisałą list do Mikołaja, z kim będzie się tą lalką bawić... i cały czas staram się wyzwolić z dziewczynki naturalną mimikę, naturalny uśmiech... rozśmieszam... bo jak słyszę, że chciałaby dostać smoka, to pytam gdzie on będzie mieszkał ten smok... może w wannie w łazience...  i jest pięknie, bo zamiast nieśmiałości, drobnych łez które gdzieś tam chciały popłynąć... pojawia się uśmiech...

I jest uśmiech, bo przecież jak pomylę imię i mówię... jak masz na imię bo zapomniałam? Agatka? I jest śmiech, bo przecież nie Agatka tylko Anetka...
I jest uśmiech, bo przecież jak mówię, że lody waniliowe to przecież są różowe... to dziewczynka zaprzecza śmiejac się
I jest uśmiech, bo przecież ten smok to będzie spał z nią w łóżku a nie w wannie w łazience...

I to wszystko w 2 minuty... bo tyle mam na 1 dziecko... bo nie mogę nic przeciągnąć. o 12.00 jest obiad.

A jeśli po moim wydurnianiu się nie uda się wywołać uśmiechu... a dziecko jak zaczarowane patrzy na mnie poważnie ... i nie ma żadnej mimiki... nie ma uśmiechu, nie ma próby odpowiedzi, zaprzeczenia... nie ma nic... dziecko siedzi jak zaczarowane... i minęło 3 minuty i nic... nie mogę poświęcić na rozśmieszanie ani minuty dłużej... obok siedzi 20 dzieci które czeka na swoja kolej...

I po 2,5 godzinie czuje się jakbym przerzuciła 2 tony węgla... bo przecież nie tylko zagadywanie... ale jeszcze spódniczkę trzeba poprawić... i włoski sterczą... i kołnieżyk się zagiął... o rany i te nóżki, znów się powyginały a miały stać prosto... bucik się rozpiął... podkoszulka wyszła i widać ją spod sukienki przy szyjce..

Już nie mam siły i czasu patrzeć czy resztka mleka ze śniadania została wytarta... trudno, wytrę tę resztkę w obróbce...

I zwijam scenkę, choć kręgosłup wygięty i mięśnie wszystkie bolą... i pakuję wszystko do auta... by kolejnego dnia ustawiać ją od nowa...

W tym roku mam kochanego pomocnika do obróbki zdjęć przedszkolnych, tych świątecznych, bo nie dałabym rady fizycznie...

Zdjęcia trafiają do sprzedaży...
Jak zawsze mam milion myśli, czy się spodobają, czy rodzice będą zadowoleni, czy ich dzieci będą im się podobały na zdjęciach... tak zrobiłam wszystko by tak było, ale wiadomo, że to dla nich te zdjęcia robię nie dla siebie... i to że ja jestem zadowolona z efektu, to jedno... ale to rodzic ma być zadowolony ze zdjęć.

No i są pierwsze zamówienia... mniejsze i większe... i takie naprawdę duże...
Jest dobrze.

I kiedy siedzę przy kolacji z własnymi dziećmi, słyszę powiadomienie o nowej wiadomości ... otwieram, czytam, kolacja staje w gardle, dzieci pytają czy coś się stało... Hmmmm... no chyba się nie stało... ale jednak tak jakby satysfakcja z wykonanej ciężkej pracy sprzed paru dni jakby mniejsza...

"dzisiaj dostaliśmy link do zdjęć. Szczerze, to zdjęcia są beznadziejne, nie wiem jakie ma Pani doświadczenie, jeśli chodzi o pracę z dziećmi, ale po tym co widzę na zdjęciach to chyba żadne.... dzieci albo mają sztuczne uśmiechy jakby kij połknęły albo miny jak skazańcy... Moje dziecko wygląda na zdjęciach jakby miało wytrzeszcz oczu (chociaż nie ma) i połknęło kij od szczotki.... Pozostałe zdjęcia innych dzieci nie są wcale lepsze.... Mam nadzieję, że ostatni raz robiła Pani zdjęcia w tym przedszkolu.... Ceny za zdjęcia tez są z kosmosu... PROSZE SPOJRZEC, ZE nie wszystkjie dzieci patrza w aparat!.... DLACZEGO NIEKTORZY MAJA 10 LUB WIECEJ ZDJ, A NIEKTORZY 5?? Tak sie nie robi wiekszosc rodzicow jest oburzona!!zamiast zrobic sobie reklame zrobila Pni antyrekklame.!!""

No więc, nie każde dziecko współpracuje... tak jak napisałam wyżej... dziecko które na zadane pytanie odpowiada, śmieje się, zaprzecza, robi minki, powtarza za mną... będzie miało więcej zdjęć niż dziecko, które siedzi jak zamurowane... bo takie jest, bo jest nieśmiałe, bo potrzebuje wiecej niż 2 minuty by się oswoić z dziwną sytuacją na sztucznym tle, z obcą panią schowaną za czarny obiektyw... wydurniającą się z rogami renifera na głowie.  Niesprawiedliwe byłoby usunięcie zdjęć dzieci, które poprostu pięknie nawiązały ze mną kontakt... i nie ma się co oburzać, kiedy dziecko będzie miało 4 lata zapewne będzie inaczej reagowało na fotografa niż onieśmielony trzylatek...

Uważam, że ktoś kto nie widział mnie w trakcie pracy z przedszkolakami, nic nie wie na temat tego jak to robie i czy mam doświadczenie czy nie i ile pracy i serca wkładam w to co robię.

A ceny... ceny są rynkowe... jeśli za wysokie, nikt nikogo do zakupu zdjęć nie zmusza, jest całkowita dobrowolność... tak wyceniam swoją pracę i jeśli ktoś nie chce płacić to nie płaci.

Jeśli idę do sklepu i nie podoba mi się sukienka to jej nie kupuję, a nie wchodzę w dyskusję ze wszystkimi dookoła jaka jest beznadziejna, że ktoś kto to szył i projektował nie ma zielonego pojecia o tym jaka jest moda i kanony szycia sukienek, a cena jest z kosmosu.

Szanujmy się nawzajem... a w okresie przedświątecznym spokoju i radości wszystkim życzę.

A i dziękuję wszystkim moim przedszkolaczkowym rodzicom za to, że cenią sobie moją pracę i zamawiają moje zdjęcia :) a paniom dyrektorkom i radzie rodziców że zapraszają mnie na coroczne fotografowanie.





 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Witaj Szkoło!

Miałam nie narzekać...
Tak, miałam nie narzekać... ale jak to zrobić.

Widzę wpisy na fejsiku rodziców cieszących się z powrotu do szkoły...
A mnie zalewają zimne poty.

Kończy się lato... długie ciepłe dni, ciepłe wieczory, cykanie świerszczy...

Kończy się życie bez budzika...

A co się zaczyna... zimne poranki, rosa na szybach auta o świcie, błoto i szarość i deszcz... wychodzenie po ciemku i wracanie po ciemku do domu...  pakowanie śniadań do pudełek, odwożenie do szkoły, przywożenie ze szkoły, zawożenie na zajęcia dodatkowe, odpytywanie, sprawdzanie prac domowych, przypominanie o klasówkach, ... i życie pod linijkę, wg harmonogramu...

I widziałam plan mojej dwójki... w tym roku czwarta i piątka klasa... dwa dni zaczynają o 7.10 (na szczęście oboje w te same dni)... dwa dni zaczynają w południe i kończą o 17.10 (na szczęście oboje w te same dni) i jedyna zaleta planu tegorocznego jest taka, że tylko jeden dzień nam się rozjeżdża... jedno na rano a drugie na popołudnie. W zeszłym roku mieli wszystkie na odwrót...
Ale jak oni będą się uczyć do klasówek po lekcjach zakończonych o 17.10 to ja nie jestem sobie jeszcze w stanie tego wyobrazić... 

Do trzeciej klasy szkoła wydawała się fajnym rozwiązaniem... bardziej zabawa niż nauka, albo nauka przez zabawę. Zadań domowych nie tak wiele. Większość nauki odbywała się w szkole...
Czwarta klasa Lenki to był przeskok - nowa szkoła, nowe koleżanki, nowi nauczyciele i nowy styl nauki... samodzielnej nauki
Teraz będzie czwarta i piąta.... teraz Iwo będzie potrzebował pomocy, by nauczyć go samodzielności w nauce

Oby do czerwca... Jak co roku będziemy ciągnąć ostatkiem sił...

Jutro ostatni dzień sierpnia...

Chcę wierzyć, że moje dzieci tęsknią za szkołą, za kolegami, koleżankami, za atmosferą, za nauczycielami i swoimi ulubionymi wychowawcami...

Tak chcę wierzyć, że tęsknią za wrześniem bardziej niż ja....




Piękne oprawki okularów znajdziecie w Tris Optyk