czwartek, 19 marca 2020

Hejt w internecie

Dziś bardzo poruszyła mnie pewna historia. Historia cudownego lekarza z Kielc.
Cudowny, wspaniały, wybitny, dobry, ceniony człowiek tak o nim mówią i piszą w internecie.
Ja do tej pory o nim nie słyszałam...
Nie jestem z Kielc, nie jestem lekarzem, nie interesowałam się zagadnieniami, którymi zajmował się Pan Doktor, wybitny specjalista ginekolog położnik...

Wszyscy żyjemy tym co nas obecnie obezwładniło... co sprawiło, że boimy się własnego cienia... nie uśmiechamy się, na spacerze nie podchodzimy zbyt blisko, mówimy zdawkowe dzień dobry sąsiadowi i szybko zamykamy drzwi... w sklepie przemykamy, tak by tylko nikt na nas nie nakasłał, nie nakichał... boimy się... znikamy... szybkie zakupy tylko tego co potrzebne i jak najszybciej do domu, zamknąć się i nie wpuszczać... nikogo.

Co to się porobiło z nami... do czego nas to zaprowadzi?

Całkiem przypadkiem, śledząc ostatnie doniesienia o zarażeniach, tak by być na bieżąco robię to rano i wieczorem... pozostałą dzień dnia zostawiam na życie, nie na zamartwianie się... całkiem przypadkiem trafiłam na nagranie Maksymiliana Materny https://www.facebook.com/maksymilian.materna/videos/2604406063002863/. Początkowo nie wiedziałam o co chodzi, a że nagranie było bardzo emocjonalne wysłuchałam je do końca. To był tylko początek...

Człowiek, lekarz... wraca z zimowego wyjazdu zagranicznego. Nie wie czy jest zarażony wirusem czy nie, bo miejsce z którego wraca nie ma jeszcze ognisk choroby. Wraca i sam z siebie postanawia nie przyjmować pacjentów, zostaje w domu sam z siebie i poddaje się swego rodzaju kwarantannie. Po tygodniu mimo braku objawów zarażenia, postanawia udać się zrobić test na obecność wirusa by mieć pewność że nic mu nie jest. I tego samego dnia, jeszcze nie mając wyników badań jedzie na umówioną wizytę do salonu odebrać samochód... zachowując profilaktycznie środki bezpieczeństwa, nie podchodząc na zbyt bliską odległość... a potem jest już lawina... bo na następnego dnia okazuje się, że jest nosicielem wirusa... w salonie samochodowym zjawia się sanepid... w prasie pojawia się artykuł o niefrasobliwym i nieodpowiedzialnym lekarzu, który sobie spaceruje po Kielcach i zaraża ludzi... a pod artykułem wylewa się całe wiadro pomyj... fala hejtu... ludzie, którzy nie wiedzą, nie myślą, nie zastanowią się, nie dowiedzą szczegółów wydają swoją ocenę... i jadą od góry do dołu po człowieku, który zrobił wszystko co mógł... po człowieku, którego jeszcze niedawno cenili... po człowieku którego być może nigdy nie znali ...

Tego lekarza nie ma już z nami...
I nie zabił go wirus... choć po części jednak tak... zabiła go ludzka nienawiść, hejt, bezkarność w wydawaniu opinii, zabili go ludzie, swoją bezmyślnością w wydawaniu opinii, w ocenianiu...
Pan Doktor nie poradził sobie z falą nienawiści, która pojawiła się pod artykułem od całej masy znawców...  na oddziale zakaźnym, w izolatce, został sam ze swoimi myślami... odebrał sobie życie...
Dlaczego?
Całą sobą staram się zrozumieć, dlaczego...

Co robi z nami, ludźmi, to szczucie i rozsiewanie strachu i paniki...
Nie dajmy się zastraszyć...
Uważajmy na słowa...
Słowo potrafi ciąć jak brzytwa...
Nie pozwalajmy na mowę nienawiści...
Opanujmy się, bo pozabijamy siebie nawzajem... 

Ja wiem, że teraz jest nam jeszcze trudniej... boimy się o swoje życie i życie swoich najbliższych... ale to nie może tak być, do czego to nas zaprowadzi, w jakim kierunku będziemy szli ...
Kochajmy się, wybaczajmy, nie oceniajmy...
Bądźmy dla siebie dobrzy!
A jeśli widzimy, że ktoś wydaje opinie i szerzy nienawiść, reagujmy. Nie dawajmy przyzwolenia na szerzenie nienawiści.

Nie oceniaj - niech to przyświeca nam teraz w ten trudny czas.
I nie dajmy się wystraszyć...
Niech miłość będzie naszym przewodnikiem!

Dbajcie o siebie.
I pomyślcie dobrze o Panu Doktorze Wojciechu Rokita.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz