sobota, 19 sierpnia 2017

Artysta od siedmiu boleści

Dziś pod swoim zdjęciem przeczytałam komentarz "oczekiwałbym więcej artyzmu"...

Lubię krytykę, lubię konstruktywną krytykę, czy w tym stwierdzeniu jest krytyka? Trochę tak to odebrałam, czy konstruktywna?
Jest ktoś, kto oczekuje po moich zdjęciach artyzmu...
Czy ja uważam się za artystę by szukać w moich zdjęciach artyzmu?
Ja chcę pokazywać piękno w prostocie...
Nie chcę się uważać za artystę i nie chcę by mnie za artystę uważano...
Ja tylko chcę pokazywać ludziom, że nie warto mieć kompleksów...

Kiedy przychodzi do mnie kobieta i mówi, że nie lubi się na zdjęciach, że nie lubi swoich nóg, nosa, brody, profilu, zbyt grubych rąk, za krótkich nóg... chcę ją pokazać tak, by zobaczyła w sobie piękną kobietę...

Kiedy przychodzi do mnie mężczyzna i mówi, że jest absolutnie brzydki... i mówi "ciekawy jestem, czy uda Ci się znaleźć we mnie coś fajnego, interesującego, ładnego" to czy ja jestem artystą próbując mu udowodnić, że nie jest brzydki?

Nie, nie jestem artystą...
Nie robię zdjęć by pretendować do tego miana...
Chcę tylko pokazać, że w każdym z nas jest coś wartego zauważenia, coś pięknego, coś przykuwającego uwagę... Chcę zdjęciami odbudowywać wiarę w siebie, unosić, dodawać skrzydeł...

I czy każde zdjęcie ma być wyszukane? Czy każde ma pokazywać wyszukane pozy... ? Artyzm?

Mnie wystarczy słowo uznania "woooow, udało Ci się" albo łzy które płyną po policzku ze wzruszenia...

Nie jestem artystą i nie silę się na artyzm.

To tak gwoli wyjaśnienia.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza