środa, 1 marca 2017

Urodziny samotnej matki

Pierwsza myśl w drodze do domu po odwiezieniu dzieci do szkoły "kupię sobie kwiaty, w końcu to moje urodziny, przecież kwiaty na urodziny muszą być".
Od dawna przyzwyczajona do tego, że jak chce prezent muszę go sobie sama kupić w sumie nie widziałam w tym nic dziwnego.
Zadzwoniła koleżanka... złożyła życzenia, życzyła wiele kwiatów pod drzwiami... taaaak, jak sobie sama kupię to będą.... i rzucę je pod drzwi... o rany!


Spotkanie biznesowe o 10:00, Magda wpada z bukietem kwiatów "bo wiesz, rzuciłam okiem na fejsa i szybko podjechałam do kwiaciarni po drodze"... boski fejs, on pamieta.

Spotkanie niebiznesowe wieczorem, randka... może randka... i przecudowne tulipany "bo przecież, tak bardzo pragniesz wiosny, to Ci ją wręczam"....

I dziwne pytanie następnego dnia rano od koleżanki .... "i jak kwiaty? były kwiaty? były pod drzwiami?"... w sumie nie wiem, randka mi się przeciągnęła i nie wiem czy pod drzwiami były kwiaty... ale mam ich już sporo w wazonach.

Bo pod drzwiami miały być kwiaty od dziewczyn, ale kurier nie zastał mnie w domu, nie ma kwiatów, nie ma kuriera... gdzie są kwiaty z bilecikiem "kochamy Cię"... miała być niespodzianka a nastąpiło detektywistyczne poszukiwanie "co się stało z bukietem bardzo kolorowym".... bo adresu też nie znały ...

Znalazły się... cudowna sąsiadka, ta spod czwórki, wręczyła mi je zanim jeszcze zdążyłam przekręcić klucz w drzwiach...

Dziękuję Wam Blondynki moje najpiękniejsze za cudowne kwiaty, za pamięć, za chęć, za zaangażowanie i za to że mnie kochacie!

PS. Samotne matki nie siedzą same w domu wieczorami we własne urodziny .... szczególnie jeśli dzieci tę noc spędzają z tatą!





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza