piątek, 25 listopada 2016

Listopad....

Jak czujecie Listopad?
Niby zwykły miesiąc... jedenasty w kalendarzu... już wszędzie wokoło "magia świąt"... dzieci piszą listy do mikołaja... w przedszkolach powstaje mnóstwo świątecznych sesji.... jest myśl, a może w prezencie w tym roku podaruję komuś sesję zdjęciową...
Niby zwykły a niezwykły...
Niby miesiąc oczekiwania na święta... na zapach pierników i choinki...

A u mnie?
Listopad mnie przygniótł i podeptał....
Sprawił, że szarość zza okna wtargnęła do mojego serca i się rozgościła na dobre...
Krople na szybach.... i łzy na policzkach.... łzy bez powodu, łzy z szarości.... czarna dziura....

Może to ilość pracy....
Może to telefony ponaglające od klientów....
Może to brak słońca...
A może emocje związane z poprzednim rokiem, kiedy to w listopadzie moja rodzina zaczęła się rozchodzić w szwach...
A może to po prostu za dużo na głowie ... i wypieranie negatywnych emocji ciągłym uśmiechem na twarzy... może za mało snu...

Kasia, której oddawałam zdjęcia w zeszłym tygodniu, umówiłyśmy się na szybką kawę, zobaczyła mnie i powiedziała "Asia, co się dzieje?"... a no jakoś tak, jadąc 40 minut na spotkanie wylałam morze łez bez powodu.... ciemno, buro, beznadziejnie...
I jeszcze ten kierowca, który mnie strąbił i zajechał drogę...

Kasia, zamiast kawy zaproponowała dużą filiżankę czekolady... i powiedziała "zafunduj sobie jutro na śniadanie sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy... zrób sobie domową, gorącą czekoladę, tu masz przepis.... i jeśli możesz, idź na solarium"....
Kasia, dziękuję...
Muszę powtórzyć kurację... bo zadziałało... na kilka dni, ale zadziałało....
A Wy... radzicie sobie z listopadową chandrą?
Nie bez powodu listopad nazywany jest "miesiącem samobójców"....

I aby do wiosny....

 zdjęcie źródło: http://mroofka-kryminalni.bloog.pl/kat,0,page,15,index.html?smoybbtticaid=618275

czwartek, 20 października 2016

Czas i spóźnienia

Osobiście bardzo nie lubię się spóźniać.
Bardzo się staram... robię wszystko by być przed czasem, by mieć ten luksus zapasu, by móc złapać dwa oddechy zanim rozpocznie się spotkanie, wizyta, sesja, konferencja... cokolwiek co jest na określona godzinę.
Wyjeżdżam z domu wcześniej....
Czasem naginam czasoprzestrzeń i jadę jakimiś skrótami by ominąć korki...
Czasami się nie udaje...
Czasami polegam...
Brakuje tych 5 minut bo za długo trwa szukanie miejsca parkingowego... bo akurat ktoś wpadł na pomysł zawracania na podwójnej ciągłej.... bo akurat przede mną wyjechała z budowy koparka... bo pies jeszcze chciał siku... bo dzieci przed wyjściem z domu musiały się pokłócić....

Może dlatego rozumiem bardziej, jeśli ktoś spóźnia się do mnie na sesję 5 minut... czasami 10...
Czasami nie da się przyspieszyć.

I kiedy na sesję mam przewidziane 4 godziny, to te 10 minut naprawdę nie gra aż takiej roli.
Jeśli jednak sesja jest mini...
Wówczas 10 minut jest bardzo dużo.... 20 minut jeszcze więcej...

Obiecuję się nie spóźniać!
Naprawdę obiecuję!
Mówią, że to co dajemy do nas wraca.
Więc ja obiecuję, że zawsze będę przed czasem :)

.... może wróci....



Dziękuję :))))))))
Kocham moich klientów nawet jeśli się spóźniają.... choć jak się nie spóźniają kocham mocniej :)


źródło: https://pl.pinterest.com/pin/24699497936201199/

piątek, 14 października 2016

Czy skończyły się tematy?

Takie pytanie dziś dostałam?
"Czy skończyły Ci się tematy na bloga?" Dziękuję...
Dziękuję, bo to mi pokazało, że ktoś czeka na to co napiszę... że ktoś to w ogóle czyta... że jest ktoś kogo interesuje co w tej mojej głowie siedzi...

Nie, nie skończyły się.
Po prostu brakuje czasu na sen... brakuje czasu na życie... brakuje czasu na mieszkanie.
A tematów jest mnóstwo i pojawiają się codziennie. Powinnam je zapisywać, inaczej uciekają lub są zastępowane przez inne.

Przeprowadziłam się 2 miesiące temu... kiedy dostaję pytanie "jak Ci się mieszka w nowym miejscu?" wpadam w konsternację. Naprawdę nie wiem co powiedzieć. Żyję w takim tempie że nie zdążam pomieszkać. Tak... mam wygodne łóżko... padam na nie tak zmęczona że zasypiam w 2 sekundy... musi być wygodne skoro budzę się z lękiem że zaspałam tuż przed budzikiem. Całkiem fajne biurko, na którym znów za dużo się nagromadziło różnych niepotrzebnych rzeczy...

Ogród jeszcze jest... widzę go przez szybę drzwi tarasowych, jak przechodzę przez salon by zanieść aparat pełen zdjęć, do komputera by je zrzucić przed kolejnym dniem pracy...

Czy jest mi z tym źle?
Nie. Ja jestem przeszczęśliwa.

To życie gdzie się odpoczywa i relaksuje i cieszy swoim miejscem to nie jest moje życie...
Ja lubię życie na szóstym biegu...
Lubię kiedy nie wiem w co włożyć ręce...
Kiedy ktoś mi powie "Pani Joanno, pięknie Pani dziś wygląda".... hmmm... spałam tylko 3 godziny, jest dobrze.
Kiedy usłyszę "Cieszymy się, że zaprosiliśmy Panią do współpracy, ma Pani tyle uroku osobistego i taką miłą aparycję, że aż chce się z Panią pracować"... serce rośnie i właściwie to nie ważne, że jest 14:00 a ja nie jadłam jeszcze śniadania...

Uwielbiam to życie na przyspieszonych obrotach...

Nawet jeśli sobie czasem ponarzekam, że padam ze zmęczenia... Jaro, na Ciebie można liczyć jeśli chodzi o współczucie... niech Cię drzwi ;)

Więc nie gniewam się, jeśli ktoś mnie pogania że nie dostał jeszcze zdjęć. Koniecznie przypominajcie się i ścigajcie mnie, bo czasem jak widzę na poczcie kolejkę z 10 osobami przede mną, po prostu wychodzę ... szkoda czasu na stanie i przebieranie nogami. I mówię, wrócę jutro... i kończy się tak, że dowożę zdjęcia osobiście przy okazji, między jednym zleceniem a drugim... bo jest szybciej niż dotrzeć drugi raz na pocztę i trafić na te pół godziny że nie ma ogona aż do drzwi...

Kocham Moich Klientów. Za cierpliwość i cudowne uśmiechy. I za wiadomości "Piękne te zdjęcia Asiu - dziękujemy". Ja też dziękuję :)


piątek, 30 września 2016

Kołaczące się pomysły

Nie wiem czy każdy fotograf tak ma...
Ja tak mam...
W poprzednim życiu zawodowym tak nie miałam...
Teraz jest tak, że od czasu do czasu wpadają mi pomysły do głowy i nie potrafią wyjść... i siedzą i męczą... i mówią, zrób coś z nami inaczej nie damy Ci żyć...

Chcę Wam powiedzieć o moich pomysłach....
Może spodobają się Wam i pomożecie mi je zrealizować...

Czasu mam jak na lekarstwo, ale to jest silniejsze ode mnie...

Na dziś bardzo chciałabym zrobić kilka sesji zdjęciowych....

ludzie i ich pasje.... motocykle, muzyka, lepienie z gliny, gotowanie, deskorolka, rower.... im bardziej odjechana pasja tym chętniej wejdę w ten projekt

ludzie i ich relacje ... zakochana para, grupa przyjaciół, para przyjaciół, człowiek i jego pies... dziadkowie i wnuczkowie... sesje niepozowane, pokazujące prawdziwe relacje, bliskość... chce iść z Wami na kawę i zakupy, chce lepić z Wami pierniki, chcę wejść z Wami do łóżka.... bardziej niż ja, mój aparat... ale na bank wiecie o co chodzi...

a tak w gratisie...
szukam dziewczyny wysokiej z ciemnymi włosami, dość szczupłej... mam suknię... i do sukni szukam modelki..... tę sesję też widzę oczami mojej wyobraźni....


Jeśli znacie kogoś kto chciałby dostać ode mnie 5 zdjęć z takiej sesji....
Jeśli znacie kogoś kto mieści się w której z kategorii na górze...
Jeśli sami jesteście właśnie tacy....
Jeśli zgodzicie się bym później opublikowała Wasze zdjęcia i pokazywała je i się nimi chwaliła tym samym upubliczniła Wasz wizerunek...
Zapraszam!

Nie wiem ile sesji powstanie...
Nie wiem w jakim czasie zdołam je zrealizować...
Ale jeśli wybiorę to zrobimy.... w czasie dobrym i dla Was i dla mnie...

Pomożecie mi się uwolnić od natrętnych myśli?
I jeszcze jedno.... pomożecie dobić do 5000? Będzie dodatkowy powód do świętowania darmowymi sesjami z pasją :)




 źródło zdjęcia: Pinterest

sobota, 17 września 2016

Źle wychodzę na zdjęciach

Nie lubię siebie na zdjęciach...
Lubicie siebie na zdjęciach?
Jak wiele z nas mówi to, kiedy ktoś z rodziny wyciąga aparat i robi zdjęcia na rodzinnych imprezach...
Każda sesja... prawie każda sesja ... 99% sesji zdjęciowych w pierwszych 10 zdaniach wypowiedzianych po przywitaniu, zawiera stwierdzenie "nie lubię się na zdjęciach".

Dlaczego nie lubimy się na zdjęciach?
Bo wychodzimy grubo...
Bo widzimy wszystkie swoje mankamenty...
Bo robimy głupie miny...
Bo siebie na zdjęciach nie akceptujemy....
Bo...

Pewnie można dopisać jeszcze wiele...

Dlaczego zaczęłam fotografować kobiety? Ponieważ, chciałam pokazywać, że każda z nas ma w sobie piękno, tylko nie potrafi na siebie patrzeć inaczej niż przez pryzmat swoich kompleksów. Patrzę na kobiety przed moim obiektywem i widzę przepiękne oczy, śliczny uśmiech, smukłe nogi (które ktoś kiedyś nazwał grubymi i w naszych głowach te grube siedzą od 20 lat), piękne dłonie, które pewnie też ktoś kiedyś skrytykował... Tyle piękna, o którym zapominamy i którego nie widzimy, bo widzimy to co w nas nieatrakcyjne...

Popatrzcie na siebie inaczej...
Pozwólcie mi pokazać, jak ja Was widzę...
Nie zabierajcie na sesję przyjaciółki, która mówi Wam i podpowiada jak wyglądacie lepiej...
Nie nastawiajcie się, że "i tak się nie uda"..
Myślcie pozytywnie i pozwólcie mi działać...
Wówczas wszystko będzie inaczej a efekt Was zachwyci...
I od tych zdjęć wszystko się zmieni.... bo zmienicie się w swoich głowach... tylko pozwólcie mi działać, to ja tu szefuję nie Wy... to ja mówię jak jest lepiej... nie Wy... to ja tym razem pokażę Wam Was same...

Od teraz będziecie mówiły, to nie ja źle wychodzę na zdjęciach, to wszystko wina tego kto stoi po drugiej stronie obiektywu...










poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Kiedy klient przestaje byc klientem...

Klientka czy Koleżanka, Znajoma... Przyjaciółka...
Oddaję album...
Umawiamy się na kawę gdzieś na Mokotowie...
Łzy w oczach kiedy przewracane są kolejne strony albumu...
"Pierwszy raz patrzę na siebie na zdjęciach i się sobie podobam..."
Kawa....
Uwielbiam kawę... pyszna beza... spotkanie, które trwa półtorej godziny a właściwie mija w mgnieniu oka...
Żegnamy się i wiem już, że jeszcze się spotkamy...
Bo przecież jest do oddania jeszcze jedna sesja zdjęciowa....
Bo umówiłyśmy się właśnie na sesję zdjęciową z Jej córkami w ogrodzie pod Warszawą...
Bo będę się od niej uczyć medytować i słuchać siebie na warsztatach które wkrótce będzie prowadziła ...
...

Spotykamy się wcześniej...
Wiadomość na messengera jeszcze tego samego wieczora: "...dostałam bilety do teatru... pójdziemy razem? w piątek?"... właściwie to powinnam się pakować bo przecież w sobotę wyjeżdżamy. Pakowanie poczeka "gdzie się spotykamy? z wielką przyjemnością pójdę z Tobą do teatru"...
....

Cudowny wieczór...
Dziękuję.

Ta znajomość jest wyjątkowa, ja to wiem już dziś. Ale wiele moich spotkań z klientkami przeradza się w bliższe lub dalsze znajomości... pełne serdeczności, wsparcia i dobrego słowa.

Dziękuję wszystkim moim klientkom za to że są :)

 źródło: https://pl.pinterest.com/pin/325103666827105802/

niedziela, 31 lipca 2016

Odchudzanie

Wczorajsze przemyślenie musiało nabrać mocy i musiałam je ubrać w słowa...
Nadal jeszcze targają mną emocje.... i czuję się wzburzona...
Zastanawiałam się czy ten blog to także miejsce na takie przemyślenia...
Ale w sumie po to powstał, bym miała ujście dla natłoku swoich myśli...

Spotkanie towarzyskie...
Dziewczyny znam, ich facetów mniej. Rozmawiamy.
Jedna z nich jest w związku od stosunkowo niedługiego czasu...  kwitną... widać miłość... fajnie na nich popatrzeć i pomyśleć, jacy są szczęśliwi... rozmawiamy o sesjach fotograficznych, o tym ile może photoshop i ile ja mogę za jego pomocą zaingerować w wygląd bez odchudzania...

I co ja słyszę...
Ten zakochany facet... i ta zakochana kobieta...
On niby w żartach wytykający jej skłonność do słodyczy... mówiący jej, że jak ważyła kilka kg mniej wyglądała lepiej...
Ona uśmiechająca się i żartująca sobie ze swojej skłonności do Delicji...

Ona marząca o sesji fotograficznej....
On, z uśmieszkiem mówiący że nawet photoshop sobie z tym nie poradzi i najpierw powinna te 5 kg zrzucić...
Ona... przytakująca i pokazująca na swoje za duże uda i brzuch....

Ona... rozmiar max 38... a może 36...

Kobiety.... dziewczyny.... kobiecość i atrakcyjność macie w głowach... przestańcie przytakiwać, jak ktoś Wam mówi że musicie schudnąć by być atrakcyjniejszą. Nie pozwólcie na to by rządziły Wami kanony piękna pokazywane w mediach. Jeśli dobrze czujecie się 5 kg większe, przestańcie przytakiwać facetowi tylko dlatego by mu zrobić dobrze. Zrzućcie te 5 kg jeśli one Wam przeszkadzają, ale nie pozwólcie na to by publicznie facet mówił Wam że macie tłuszcz na brzuchu...

Jeśli kocham siebie nie pozwolę na to by ktoś mi mówił co mam robić...
Jeśli kocham siebie nikt nie odważy się powiedzieć mi, że mam się dla niego zmienić...


A ja.... naprawdę mogę używać photoshopa do korygowania sylwetki, nie robię tego lub robię to minimalnie.... macie zobaczyć siebie piękne na zdjęciach, takie jakie jesteście....

Pokochajcie siebie a zobaczycie w sobie piękno... które potem pokażecie Światu.



źródło: http://www.evewilson.com.au/food/salads/